Kto był w Urugwaju, musiał chociaż raz skosztować dulce de leche, odpowiednik polskiego kaimaku.
Otrzymuje się go przez podgrzewanie mleka z cukrem i wanilią. Jest wszędzie, Urugwajczycy bardzo lubią jeść na śniadanie rogaliki wypełnione dulce de leche, w dziale ze słodyczami co drugie pakowane ciastko jest przekładane albo wypełnione tą masą.
W cukierni średnio 80% wyrobów ma w sobie choćby niewielki jego ślad. Ciastko bezowe nie jest przekładane śmietaną tylko właśnie dulce de leche. Tort urodzinowy dla dzieci nawet jeśli z wierzchu wygląda na czekoladowy, w środku przełożony jest kaimakiem. Wybór smaków w jogurtach jest dość okrojony (naturalny, waniliowy, truskawkowy, brzoskwiniowy i owoce leśne), ale nie mogło przecież zabraknąć jogurtu z dulce de leche!
W dziale z dżemami obok słoików z owocami stoi imponujący wybór słoików z dulce de leche.
W restauracji lody polewa się też sosem dulce de leche. Słowem, nie sposób go prędzej czy później nie spróbować.