Wchodzę do apteki.
Na dźwięk dzwoneczka przywieszonego do framugi, z zaplecza wychodzi niespiesznie aptekarz.
Zastanawiam się, jak może tam tak spokojnie siedzieć i oglądać telewizję, kiedy w aptece przydałoby się trochę… poprzekładać! Na półkach po lewej trochę leków, dalej zabawki dla dzieci, potem apaszki i krawaty, papier toaletowy, na środku preparaty witaminowe, papier ozdobny, gumowy termofor. Po prawej bardzo ładne szklane półki z przegródkami, na jednej siedzi lala bez buta, pod nią kilka książek, nad nią napoje w puszkach, a obok apteczne kosmetyki. W oszklonej ladzie zasłanej reklamami leku na przeczyszczenie, srebrne łańcuszki stanowią dekorację dla pachnących mydełek i preparatów wspomagających dietę.
Mam nadzieję, że ustawienie leków na zapleczu jest logiczniejsze.
- W czym mogę pomóc?
- Chciałabym wysłać list do Polski
(to nie scenka z Monty Pythona, w Urugwaju urzędów pocztowych jako takich jest niewiele, ich funkcję przejęła większość aptek)
- Polonia, Polonia, powtarza aptekarz kartkując swój skoroszyt. O, co za podróż! Muszę sprawdzić cenę, niecodziennie mamy takie przesyłki. No, a ja niecodziennie wysyłam listy z apteki :)
Sympatyczny aptekarz bierze ode mnie list, waży go, przykleja znaczek, przybija apteczną pieczątkę, oddaje mi go i każe wrzucić do niebieskiej skrzynki.
Za jakieś 3 tygodnie list dotrze do odbiorcy. Co za szczęście, że równolegle istnieje poczta internetowa!
P.S. Sprawdźcie pieczątkę na następnej pocztówce z Urugwaju. Farmacia?